Forum - Sycowskie zamki w źródłach i wspomnieniach

Forum » INNE » Sycowskie zamki w źródłach i wspomnieniach

Dodał

Wypowiedź

PastorKuhn foto
  • pomógł:2
Wysłany: 2009-10-28 11:11:02
W tym temacie będę starał się w odcinakach przedstawić dzieje zamku i nie tylko na podstawie zeszytu historycznego Europejskie dni dziedzictwa 2009

Aleksandra i Krzysztof Zielnicowie
Zamek- jego świetność, ruiny i pamięć....


Kiedy we wtorek 16 stycznia 1945 r. Bironowie- właścieciele sycowskiego zamku- usiedli do kolacji, byli już chyba świadomi zbliżającej się klęski, ale nie sądzili zapewne, że totalnej zagłądzie ulegnie raz na zawsze cały dorobek ich kilku pokoleń, osiągnięty w ciągu dwóch stuleci.
W ostatniej wspólnej wieczerzy brał udział jeden z kilku stacjonujących w zamku oficerów sztabowych-niejaki kapitan Tesdorpff. Książę Ernst-Johann Biron tak przedstawia ten moment w o[ublikowanej niedawni biografii:
Nagle pojawił się ordynans i chciał rozmawiać ze swym kapitanem. Tesdorpff gotów był wysłuchać go po zakończeniu posiłku, lecz adiutant oświadczył, ze meldunek jest nadzwyczaj pilny. Kapitan wyszedł więc i wrócił bardzo blady...Powiedział- Rosyjskie czołgi ostrzeliwują miasto (Częstochowę)!- Zwracając się do mojej matki (księżnej Herzeleide) rzekł: Musi Pani natychmiast wyjechać i dodał: oddaję do pani dyspozycji mój samochód osobowy. Był to jedyny sprawny samochód osobowy w mieście. W ciągu pół godziny matka była gotowa do drogi. Wzięła ze sobą jedynie parę rzeczy. Ale samochód ciągle nie przyjeżdżał, gdyż zapodziały się gdzies kluczyki. Wreszcie się jednak odnalazły
.
Dzięki temu księżna Herzleide dotarła w nocy do Wołowa i zdążyła jeszcze na pociąg, którym szczęśliwie dojechała do rodzinnej posiadłości Westerbrak koło Hanonoveru, skąd po kilku dniach powróciła szczęśliwie raz jeszcze do Sycowa, aby być razem z pozostałą na zamku rodziną.

Edytowano 3razy, ostatnia edycja 2009-10-28 11:31:53


Bo jedynie w cichych sercach Bóg staje się w człowieku Człowiekiem.
Podpis
PastorKuhn foto
  • pomógł:2
Wysłany: 2009-10-28 11:39:26
Ta ostatnia niedziela


Księżna Herzeleide wróciła zapewne tuż pzred pamiętną niedzielą (21 stycznia), kiedy na zamku pojawił się operujący na tym terenie dowódca 269 dywizji Wehrmachtu, generał-porucznik Hans Wagner (1896-1967). O tych odwiedzinach generała wzmiankują komendanci Twierdzy Wrocław- generałowie von Ahlfen i Niehoff w swych wspomnieniach, spisanych już po wojnie. Interesujący nas passus brzmi:
"Na zamku w Sycowie spotkał on (generał wagner) 21 stycznia tamtejszego właściciela-księcia Birona vonCurland i jego małżonkę- księżniczkę Herzleide-wnuczkę cesarza Wilhelma II. Radził im, aby jak najszybciej opuścili zamek. Podjęta przez niego próba ratowania tamtejszego zestawu szkła i porcelany z dawnego "Tabakskollegium" Fryderyka Wilhelma I prezentu weselnego Wilhelma II- musiała zostać zaniechana ze względu na zaostrzającą się sytuację. I tak narodowy skarb wpadł w ręce wroga".
Bo jedynie w cichych sercach Bóg staje się w człowieku Człowiekiem.
Podpis
PastorKuhn foto
  • pomógł:2
Wysłany: 2009-10-28 11:51:24
Wybuch wojny i losy książęcej rodziny

Historię zamku i jego dalszych losów zaczniemy wszelako od pamiętnego i tragicznego w skutkach roku 1939. jeszcze dwa miesiące przed wybuchem wojny ostatnim dziedzicom na zamku Karolowi i Herzleide Biron von Curland urodziła się 2 lipca córka Benigna. Już w czasie uroczystego chrztu ulokowała się w zamku jakaś wojskowa placówka. Ze względu na napiętą sytuację polityczną i bliskość granicy młoda książęca rodzina wyjechała na wypoczynek do Warnemünde. Tam Karol Biron został zmobilizowany i musiał wracać do Sycowa. Wspomina, że pociąg wypełniony był żołnierzami, którzy spieszyli do swych jednostek, ale na ich twarzach nie widać było entuzjazmu...Już pierwsze dni wojny przyniosły książęcej rodzinie wielki dramat. Nad rzeką Widawką, w powiecie Łask zginął Oskar von Preussen-najstarszy brat księżnej Herzleide i pochowany został w mauzoleum w parku. Książe Karol przeniesiony został do Lubina i Wołowa, a następnie do Stahnsdorf koło Berlina, dokąd udała się też jego żona i tam urodził się nasz od niedawna honorowy obywatel miasta Sycowa dziedziczny książę (Erbprinz) Erns-Johann.cdn.
Boże Narodzenie1940 r. cała książęca rodzinaświętowała w Sycowie. Tu, 8 stycznia1941, zaskoczyła ją nagła śmierć księcia seniora Gustawa Birona (1859-1941), nazywanego powszechnie Proinzem. jego śmierć okryła żałobą nie tylko najbliższą rodzinę, lecz także wiele dworów europejskich, a nade wszystko mieszkańców Sycowa, i dotarła nawet do jego dawnych folwarków, które po roku 1920 znalazły się w granicach odrodzonego państwa polskiego. Wielu uczestników i świadków tamtego wydarzenia wracała pamięcią do owych uroczystości żałobnych.
Tak wspomina te chwile Stefan Kozan były robotnik folwarczny:
My robotnicy księcia na mszy żałobnej w kościele nie byliśmy, lecz od dłuższego czasu oczekiwaliśmy na kondukt żałobny. Jedni stali wzdłuż alei w parku, a większa grupa mężczyzn oczekiwała w pewnej odległości pod mauzoleum. Ja też tam byłem. Nagle odezwały się dzwony w kościołach, i wiedzieliśmy, że kondukt jest w drodze. Jednak długo jeszcze czekaliśmy i cały czas biły dzwony. Czuliśmy doniosłość tej chwili. Ludzi wciąż przybywało wokół mauzoleum, bo każdy chciał zobaczyć jak najwięcej. Piękna trumna stała na lawecie ciągnionej przez konie ciemnej maści. Gdy kondukt dotarł pod mauzoleum, myśliwi unieśli trumnę do góry. Stała na nosidle zakończonym z przodu i z tyłu jelenimi porożami i wydawało się, że "płynęła" w powietrzu ponad głowami ludzi. Niosło ją na ramionach sześciu lub ośmiu leśniczych. Po złożeniu jej w mauzoleum, myśliwi zagrali na trąbkach jakąś melodię, która niosła się echem po całym parku. Wiele ludzi płakało...
Warto w tym miejscu przypomnieć, ze zarówno książe Gustaw, jak i jego ojciec Kalikst w swoich folwarkach zatrudniali chętnie polskich robotników rolnych, w tym także włodarzy, nadzorców i administratorów. Ponieważ do końca XIX wieku język polski na tym śląskim terenie dominował, istniała naturalna potrzeba i obowiązek panów stanowych, aby w parafiach i szkołach zatrudniać i opłacać polskojęzycznych pastorów, księży, i nauczycieli. Należy tu podkreślić, że Bironowie w swym życzliwym stosunku do ludności polskiej stanowili chlubny wyjątek pośród śląskich wielkich właścicieli ziemskich, i że to życzliwe, łagodne podejście zachowali nawet w okresie rozpętanego przez kanclerza Bismarcka Kulturkampfu przeciw Kościołowi Katolickiemu, zwłaszcza przeciwko polskiemu Kościołowi oraz polskiemu językowi w szkole i kościele. I trzeba w tym miejscu raz jeszcze mocno podkreślić, że Bironowie nie byli tu w Sycowie despotami ani ciemiężycielami polskości. BYc może mieli w pamięci polską antenatkę księżnę Apolonię Łodzia-Ponińską?
Prawdą jest, iż nawet w trudnym wojennym czasie Polacy znaleźli w folwarkach Bironów schronienie i opiekę, a nawet pomoc.

Edytowano 4razy, ostatnia edycja 2009-10-28 21:01:45


Bo jedynie w cichych sercach Bóg staje się w człowieku Człowiekiem.
Podpis
ad241280 foto
  • Adamek Wielki :)
  • pomógł:4
Wysłany: 2009-10-28 20:12:56
bardzo ciekawe
:)
PastorKuhn foto
  • pomógł:2
Wysłany: 2009-10-28 21:13:20
W zamkowych komnatach i galeriach

Zarówno wcześniejsi jak i ostatni dziedzice przychylni byli polskim robotnikom. Tak wspomina o tym zamkowy zegarmistrz Stanisław Matynia:
Ubrany w garnitur syna pani Kewitz (córki poprzedniego zamkowego zegarmistrza- Augusta Günthera) i skropiony perfumami, udałem się z moją szefową na zamek, gdzie zostałem przedstawiony młodemu księciu. Był to Prizn karl. Spojrzał na mnie i spytał, czy już widziałem kiedyś zamek. Odpowiedziałem, że widziałem jedynie zamek Opuchina (Łopuchina0 w Chruścinie koło Byczyny. Książę uśmiechnął się tylko na to porównanie i zaakceptował moją kandydaturę. Przystąpiłem do pracy. W każdy czwartek przychodziłem do zamku, by sprawdzić i nakręcić zegary. Było ich ponad sto: francuskie, szwajcarskie i niemieckie, a wszystkie piękne i zabytkowe, wiszące na ścianach, lub stojące na kredensach i podłogach, oprawne w metal lub drewno, pod kloszami, albo "podtrzymywane" przez posążki. Dwa najstarsze zabytkowe czasomierze z długimi wahadłami przez lata całe stały w pracowni mistrza Günthera, a starsza Księżna co jakiś czas zjawiała się, by na nie popatrzeć. Wtedy uruchamialiśmy je, by mogła posłuchać ich głosu, ale one po chwili stawały i milkły. Wielka ilość zamkowych komnat sprawiła, ze początkowo musiałem korzystać z pomocy pokojówki. Otwierała ona kolejno drzwi salonów, w których znajdowały się zegary...
W starej części zamku -opowiada dalej pan Stanisłąw-była wielka sala z portretami przodków. Na jednym z nich widoczny był nawet polski napis, który wkrótce zmieniono na niemiecki...(Być może był to portret polskiej Księżnej-Apolonii Łodzia-Ponińskiej (1760-1800_ prababki Prinza Gustava). Z sali portretowej przechodziło się do balowej i dalej do archiwum. od strony ulicy znajdowały się biura urzędników.
W nowym zamku przed sypialnią księzniczki Herzeleide, była też sala z obrazami. Gdy pewnego razu zatrzymałem się w tym salonie przed wielkim malowidłem, poczułem niespodziewanie, ze ktoś lekko dotknął mojego ramienia. Była to "młoda księżniczka" (Herzeleide). Zapytała czy wiem kto znajduje się na tym obrazie? Zaskoczony nagłym pytaniem, odpowiedziałem-rex Wilhelm-na to ona z dumą- das ist ja Kaiser Wilhelm II, mein Grossvater und da bin ich...(to jest cesarz Wilhelm II, mój dziadek, a tu jestem ja...)Obraz przedstawiał dziadka cesarza, trzymającego na kolanach dziewczynkę-swoją wnuczkę Herzeleide, a wdali stał orszak wojska. Księżna wskazała mi jeszcze wąsacza na tle owego orszaku, mówiąc-das ist Kanzler Bismarck.

Edytowano 1raz, ostatnia edycja 2009-10-28 21:52:22


Bo jedynie w cichych sercach Bóg staje się w człowieku Człowiekiem.
Podpis
PastorKuhn foto
  • pomógł:2
Wysłany: 2009-10-28 22:03:44
Od pewnego czasu Princessa nalegała, abym wyregulował i ujednolicił czas bicia wszystkich zegarów na zamku. Usiłowałem niezwłocznie wykonac to polecenie, lecz nie było to zadanie łatwe, gdyż małe odchylenia były nieuniknione. Kiedy wszystkie zegary wybijały lub wydzwaniały godzinę 12, a pozytywki wygrywały różne melodyjki, zamek ożywał. Wielość różnorodnych dźwięków stwarzała niesamowite i niezapomniane wrażenie...
Gdy zostałem zamkowym zegarmistrzem, w każdy czwartek , po nakręceniu ponad stu czasomierzy, marszałek zamku wprowadzał mnie do jadalni dla służby. Znajdowała się ona na pierwszym piętrze starego zamku, od strony drukarni. Tam dostawałem trzydaniowy obiad. na deser była nieraz pomarańcza z książęcej oranżerii, znajdującej się obok nowej części zamku, przy ul. Ogrodowej. Przynajmniej raz w tygodniu byłem syty. Moja szefowa Frau Ewa Kewitz, uważała mnie za szczęściarza, bo jak przypomniała-jej ojciec, August Günther, choć znacznie dłużej nakręcał zamkowe zegary, takiego zaszczytu nie dostąpił.
W czasie mojegop godzinnego pobytu na zamkustarałem się, aby w południe dotzreć do zegara znajdującego się w sypailni starszej Księżnej. Znajdowało się tam radio a przy tym okazja posłuchania ukradkiem polskojęzycznej audycji BBC z Londynu. nagle usłyszałem czyjeś kroki i kątem oka zauważyłem w drzwiach Princessę. Struchlałem i szybko wyłączyłem radio, ale kiedy się odwróciłem, oczekując nagany, Księżnej już nie było...Potem mogłem już bez obawy nasłuchiwać wiadomości z Londynu i przekazywać je Polakom pracującym w przyzamkowym folwarku...c.d.n
Bo jedynie w cichych sercach Bóg staje się w człowieku Człowiekiem.
Podpis
Wysłany: 2009-10-29 10:30:39
Pastorze świetna robota
KOMERCJA ZABIJA!!
PastorKuhn foto
  • pomógł:2
Wysłany: 2009-10-29 21:23:07
Kiedy zaczęły się intensywne bombardowania Berlina-dodaje Stanisław Matynia- to do sycowskiego zamku przeniesiono agendy ministerstw (rolnictwa i finansów), a wraz z nimi pojawiło się na zamku wielu nowych ludzi. Gdy w pomieszczeniu biurowym nakręcałem zegar nagle ktoś odezwał się do mnie po polsku, mówiąć -ja też jestem Polakiem. Był to Pan Adam Zielke, który znał biegle kilka języków i zatrudniony był przez księcia Birona w charakterze tłumacza.
Z tego co jest mi wiadomo, na tydzień przed ewakuacją sycowian, książę Karol część swego archiwum wywiózł do Monachium. W ostatnim dniu mego pobytu na zamku książę rzekł do mnie-kommst du noch, aber leztermal (przychodzisz jeszcze, ale ostatni już raz)-więcej go już nie widziałem. Zanim tego dnia po raz ostatni byłem na zamku, widziałem niemiecki sztb wojskowy, jak urządzał tu swoją placówkę. Oficerowie studiowali sztabowe mapy. Jeden z nich nawet mnie podejrzliwiezagadnął i chwilę ze mną rozmawiał, więc zapamiętałem jego twarz. Potem po wejściu Rosjan i po przybyciu kapitana Akimowa, udałem się z nim na obchód miasta. Wstąpiliśmy też do piwnic nowej części zamku. Zobaczyłem tam, że owi oficerowie leżeli zasztyletowani w kałuży krwi, na puszystym dywanie. Rozpoznałem twarze tych, z którymi jeszcze przed dwoma tygodniami rozmawiałem...
Do starego zamku nie sposób było już wejść powodu płomieni i duszącego dymu. Mimo to ludzie ciągle jeszcze coś wynosili. Z piwnic "ratowano" głównie butle z winem.

Edytowano 1raz, ostatnia edycja 2009-10-30 17:39:03


Bo jedynie w cichych sercach Bóg staje się w człowieku Człowiekiem.
Podpis
Wysłany: 2009-10-30 09:10:12
bardzo ciekawe. Szkoda tego pięknego zamku. Wojny są straszne.
"Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą- Mt 10,28?
PastorKuhn foto
  • pomógł:2
Wysłany: 2009-10-31 21:18:18
Piękne były te zamkowe komnaty

Piękna komnata kominkowa zapadła w pamięci 9-letniej dziewczynce Anieli Świderskiej, która jeszcze po pół wieku tak wspomina swój pobyt z matką i rodzeństwem u starszej księżnej na zamku:
Po serdecznym powitaniu w obszernym holu księżna zaprosiła nas do wielkiej sali. Staliśmy przez chwilę jak zaczarowani, bo naszym oczom ukazała się olbrzymia lustrzana komnata z kominkiem i wielkimi portretami na ścianach. Wydawało mi się, że ludzie z portretów na nas patrzą. Księżna też na nas patrzyła i wciąż się do nas uśmiechała. Przestałam się już bać i wydawało mi się, że jestem w pałacu dobrej wróżki, o której opowiadała mi kiedyś babcia. po chwili weszła pkojówka i podała nam na tacy bułki z masłem i kakao. Mama, która znała trochę niemiecki, rozmawiała w tym czasie z Księżną, a my wciąż podziwialiśmy tę olbrzymią bajkową komnatę...Czas minął nam szybko i powrócililiśmy znowu do smutnej rzeczywistości w leśnej kryjówce koło dziadowej Kłody.
O stanie zamku i jego wyposażenia opowiada nam po latach Marian Gwiździel, uczeń w firmie architektoniczno-budowlanej Hermanna Schipke.
W 1943 r nasza firma przeprowadzała na zamku remont, gdyż miały się tam wprowadzić jakieś ministerstwa z Berlina. Wykonywałem wówczas różne prace pomocnicze. Zapamiętałem, że komnaty miały ściany w kolorach pastelowych, lub wyklejane były pięknymi tapetami, a niektóre pomieszczenia wyłożone były korkiem. Gdy szefa kazał mi wynieść na zewnątrz stare deski podłogowe, to zwyczajnie pobłądziłem, bo tak wielkie było to zamczysko, że nijak nie mogłem trafić do wyjściowych drzwi. A gdy już wydostałem się na zewnątrz, to widziałem jak woźnica w białych rękawiczkach i czarnym cylindrze podjeżdżał pod ganek zamku. Słyszałem, jak robotnicy opowiadali, że ów woźnica mieszkał w przyzamkowym folwarku i musiał być w ciągłej gotowości. Gdy starsza Księżna zadzwoniła, woźnica z karetą w ciągu pięciu minut czekał już przed gankiem. Starsi robotnicy w czasie tych prac lubili opowiadać różne ciekawostki o panujących dworskich zwyczajach i o bogactwie zamku. jeden z nich twierdził nawet, że zatrudniano aż cztery kobiety do czyszczenia sreber. opowiadali też, że książę Gustaw jeszcze przed śmiercią chciał zbudować przejście z zamku na chór kościoła ewangelickiego, ale nie wiem czy to prawda...

Edytowano 1raz, ostatnia edycja 2009-10-31 21:37:11


Bo jedynie w cichych sercach Bóg staje się w człowieku Człowiekiem.
Podpis

  • Temat otwarty
  • Nie możesz dodawać wpisów.
  • Zaloguj się aby odpowiedzieć
  • Nie możesz pisać nowych tematów
  • Nie możesz odpowiadać w tematach

  • Nie możesz zmieniać treść swoich postów
  • Nie możesz usuwać swoje posty

Powrót